Zdarza się, że ktoś wypowiada w grupie zwyczajne zdanie, nie prowokujące, nie przekraczające żadnych granic a jednak chwilę później jego ciało reaguje tak, jakby stało się coś poważnego. Ramiona lekko opadają, brzuch się zaciska, twarz robi się gorąca, w głowie pojawia się myśl: „po co to powiedziałam”, „brzmiałam głupio”, „oni widzą, że ze mną coś jest nie tak”. Z zewnątrz sytuacja pozostaje neutralna, lecz wewnątrz rozgrywa się gwałtowna zmiana klimatu. Głos cichnie, spojrzenie ucieka, pojawia się impuls, by zniknąć.
W takich chwilach wstyd działa jak nagła mgła, która spowija krajobraz; to, co przed chwilą było wyraźne i zwyczajne, staje się zniekształcone i obce. Nie zmienia się rzeczywistość, lecz sposób jej widzenia.
Wstyd czy poczucie winy
Aby zrozumieć ten mechanizm, warto najpierw wprowadzić precyzję. Wstyd, choć często mylony z poczuciem winy, dotyczy innego poziomu doświadczenia. Wina odnosi się do czynu, do konkretnego działania, które można przeanalizować, naprawić, za które można przeprosić. Wstyd natomiast obejmuje całe „ja”; nie mówi „zrobiłam coś nie tak”, lecz raczej „ze mną jest coś nie tak”. W literaturze psychologicznej podkreśla się, że wstyd wiąże się silniej z globalną, stałą negatywną oceną siebie oraz z obniżoną samooceną, podczas gdy poczucie winy częściej łączy się z empatią i gotowością do naprawy relacji. Innymi słowy, wina zostawia przestrzeń na działanie, natomiast wstyd zawęża ją, ponieważ dotyka tożsamości.
Dlaczego czuję tak silny wstyd?
Jednak nawet to rozróżnienie nie wyjaśnia jeszcze, dlaczego wstyd potrafi być tak intensywny i tak nieadekwatny do sytuacji. Odpowiedź zaczyna się pojawiać wtedy, gdy spojrzymy relacyjnie i zadamy inne pytanie niż zwykle. Nie: „dlaczego reaguję przesadnie?”, lecz: co stało się w relacji, że mój organizm nauczył się reagować właśnie w ten sposób?
Jeśli w dzieciństwie spojrzenie opiekuna było chłodne, zawstydzające lub krytyczne, dziecko staje przed fundamentalnym dylematem. Nie może skierować złości na dorosłego, od którego zależy, ponieważ więź jest warunkiem przetrwania. Wówczas najbardziej logicznym rozwiązaniem staje się przyjęcie, że to ono samo jest problemem. Łatwiej uznać „jestem wadliwa” niż dopuścić myśl „osoba, która powinna mnie chronić, mnie rani”. W ten sposób wstyd zaczyna pełnić funkcję ochronną, chroni więź kosztem obrazu siebie.
Krytyk powstaje z braku współczującego odniesienia
Z czasem to zewnętrzne spojrzenie zostaje zinternalizowane. Krytyczne słowa przestają być słyszane z zewnątrz, a zaczynają wybrzmiewać wewnątrz jako głos, który uprzedza kolejne zranienie. Wewnętrzny krytyk nie pojawia się znikąd; rodzi się jako strategia kontroli. Skoro bycie spontaniczną, widoczną czy głośną było kiedyś ryzykowne, lepiej samemu się ograniczyć, zanim zrobi to ktoś inny. Tak więc krytyk mówi: „nie wychylaj się”, „nie przesadzaj”, „nie kompromituj się”, a ton jego wypowiedzi bywa bezlitosny, ponieważ powstał w warunkach braku współczującego odniesienia.
Emocjonalny flashback
W konsekwencji wstyd przestaje być jednorazową reakcją na konkretną sytuację i zaczyna funkcjonować jako stan organizujący doświadczenie. Co więcej, może aktywować się nawet wtedy, gdy aktualne otoczenie jest bezpieczne. Nikt nie patrzy z pogardą, nikt nie wyśmiewa, a jednak ciało reaguje wycofaniem. W takich momentach mamy do czynienia z relacyjnym flashbackiem, nie w postaci wyraźnego wspomnienia, lecz jako powrót do dawnego stanu układu nerwowego. Organizm reaguje tak, jak reagował wtedy, gdy bycie widzianą wiązało się z zagrożeniem.
Chroniczny wstyd mówi historię przetrwania
Dlatego właśnie wstyd bywa tak przekonujący. Gdy się pojawia, wydaje się dowodem na realną wadliwość. Jednak jeśli spojrzymy głębiej, zobaczymy, że jest on raczej echem dawnej relacji niż obiektywnym opisem rzeczywistości. Mówi historię przetrwania, w której dziecko zrobiło to, co było możliwe, aby utrzymać kontakt i przetrwać emocjonalnie.
Zmiana krajobrazu poczucia siebie
Rozpoznanie tego nie usuwa natychmiast wstydu, tak jak rozwianie mgły nie zmienia krajobrazu, lecz przywraca jego kontury. Pozwala odróżnić stan od tożsamości, chwilową aktywację od trwałej definicji siebie. „Czuję się wadliwa” przestaje być równoważne z „jestem wadliwa”. A to subtelne, lecz zasadnicze rozróżnienie otwiera przestrzeń, w której wstyd przestaje być wyrokiem, a zaczyna być sygnałem, że w historii relacji było coś, co wymaga uważnego zrozumienia.

Comments are closed